Do mentoringu trafiłam trochę z ciekawości, trochę z potrzeby, a trochę dlatego, że znalazłam się w takim momencie swojej kariery, w którym możliwości zaczęło być więcej niż odpowiedzi. Na stronie ISSA Polska zobaczyłam informację o programie mentoringowym i nie zastanawiając się długo, zdecydowałam się zaaplikować. Ania była moim pierwszym wyborem i dziś bardzo się cieszę, że udało mi się trafić właśnie do niej.
Miałam wtedy już ponad dwa lata doświadczenia zawodowego. Z jednej strony przez ten czas wydarzyło się naprawdę dużo, z drugiej moje doświadczenie rozwijało się w bardzo różnych kierunkach. Cybersecurity, governance, compliance, trochę developmentu, coraz więcej AI security. Im więcej poznawałam, tym więcej dostrzegałam możliwych ścieżek. Paradoksalnie wcale nie ułatwiało mi to odpowiedzi na pytanie, co dalej. Wręcz przeciwnie - pojawiało się coraz więcej wątpliwości dotyczących tego, na czym powinnam się skupić, w czym naprawdę chcę być dobra i czy na tym etapie powinnam już wiedzieć, gdzie chcę znaleźć się za kilka lat.
Nie szukałam jednak mentorki po to, żeby ktoś odpowiedział mi na te pytania za mnie. Nie oczekiwałam też przede wszystkim przekazywania wiedzy technicznej ani osoby, która będzie pomagać mi rozwiązywać bieżące problemy w pracy. Tego, czego potrzebowałam najbardziej, nie dało się znaleźć w dokumentacji, na szkoleniu czy podczas kolejnego kursu. Chciałam porozmawiać z kimś, kto przeszedł już pewien fragment drogi, który ja dopiero zaczynam.
Nie musiała to być identyczna droga. Właściwie nawet nie mogła. Zależało mi bardziej na spotkaniu z osobą, która jest kilkanaście lat dalej i być może kiedyś zadawała sobie podobne pytania. Szczególne znaczenie miało dla mnie również to, że będzie to kobieta. W swojej dotychczasowej pracy spotkałam wielu bardziej doświadczonych mężczyzn, od których bardzo dużo się nauczyłam i nadal się uczę, ale brakowało mi perspektywy kobiety, która być może na podobnych etapach życia mierzyła się z częścią tych samych wątpliwości. Kogoś, komu kiedyś również mogło brakować osoby, która powiedziałaby: “Spokojnie, nie musisz mieć wszystkiego już teraz”.
Kiedy rozmowa o karierze staje się rozmową o czymś więcej
Jedną z rzeczy, które najbardziej zaskoczyły mnie we współpracy z Anią, było to, jak szeroką perspektywę wnosi do naszych rozmów. Spodziewałam się doświadczenia zawodowego, technologii, cybersecurity czy leadershipu. Nie spodziewałam się natomiast aż tak dużej uważności na człowieka, który stoi za tym wszystkim.
Nasze spotkania nie sprowadzają się więc do pytania o to, jak zostać lepszą specjalistką. Często są rozmową o tym, jak rozwijać się zawodowo, a jednocześnie nie zapomnieć, że poza pracą nadal istnieje całe życie. Ania pomogła mi zobaczyć, że mam naprawdę dużo czasu na osiąganie swoich celów i że nie muszę próbować realizować ich wszystkich jednocześnie. Mogę sprawdzać różne kierunki, zmieniać zdanie, popełniać błędy i wychodzić poza swoją strefę komfortu bez przekonania, że każda decyzja zawodowa musi być od razu decyzją na całe życie.
Jednocześnie bardzo mocno została ze mną druga strona tej rozmowy. Kiedy jest się młodym, ambitnym i mocno zaangażowanym w swoją pracę, łatwo zachłysnąć się rozwojem. Kolejny projekt, kolejna technologia, następny certyfikat, jeszcze jedno osiągnięcie. Zawsze można zrobić coś więcej i zawsze znajdzie się ktoś, kto jest krok dalej. W pewnym momencie łatwo zapomnieć, że odpowiedzialność za własną karierę oznacza również odpowiedzialność za siebie - za zdrowie, relacje, rodzinę czy zwyczajny odpoczynek.
Być może brzmi to banalnie, szczególnie kiedy czyta się to zapisane w jednym akapicie. Sama przecież doskonale wiedziałam, że życie nie składa się wyłącznie z pracy. Czym innym jest jednak coś wiedzieć, a czym innym naprawdę dopuścić tę myśl do siebie. Czasami dopiero rozmowa z kimś, kto ma za sobą znacznie więcej doświadczeń, sukcesów, błędów i trudnych decyzji, pozwala spojrzeć na własne tempo trochę inaczej.
Mentor nie musi znać odpowiedzi
Spotykamy się mniej więcej raz w miesiącu i nasze rozmowy mają raczej swobodny charakter. Ania nie prowadzi mnie za rękę, nie przygotowuje mi listy zadań na kolejny miesiąc i nie mówi, jaką decyzję powinnam podjąć. Dużo częściej mnie challenge’uje, podważa jakiś sposób myślenia albo zadaje pytanie, po którym muszę sama zastanowić się, dlaczego właściwie patrzę na daną sytuację w określony sposób.
Z czasem zaczęłam rozumieć, że właśnie to jest dla mnie jedną z największych wartości mentoringu. Dobry mentor nie jest osobą, która zna odpowiedź na pytanie: „Co powinnam zrobić ze swoją karierą?”. Może oczywiście odpowiedzieć na pytanie techniczne, podzielić się doświadczeniem albo opowiedzieć o konsekwencjach podobnej decyzji w swoim życiu. Nie jest jednak po to, żeby dokonywać wyborów za mentee.
Może za to zadać pytanie, którego sami jeszcze sobie nie zadaliśmy. Może zwrócić uwagę na założenie, które dla nas wydaje się tak oczywiste, że nawet go nie kwestionujemy. Czasami odpowiedź przychodzi podczas samej rozmowy, czasami kilka dni później, a czasami nie potrzeba nawet pytania. Wystarczy usłyszeć od kogoś bardziej doświadczonego bardzo prosty komunikat: „Ogarnij się, zwolnij trochę”. Albo jeszcze prostszy: “Życie nie zawsze jest sprawiedliwe i czasem trzeba się z tym po prostu pogodzić”.
Nie są to zdania, których wcześniej nie znałam. Mimo to dobrze było je usłyszeć. Właśnie dlatego mentoring nie zawsze musi polegać na odkrywaniu czegoś zupełnie nowego. Czasami największą wartością jest perspektywa, która pozwala inaczej poukładać rzeczy, które teoretycznie już wiemy.
Syndrom białego płótna
Jedna z najważniejszych rzeczy, które wyniosłam z naszych rozmów, wyszła zresztą daleko poza samą karierę. Poza cybersecurity jestem też amatorską artystką i maluję (choć dziś już znacznie mniej niż kiedyś). Od lat znam więc bardzo dobrze zjawisko, które na własny użytek nazywam syndromem białego płótna.
Białe płótno jest w pewnym sensie idealne. Nie ma na nim błędów, nie ma źle postawionej kreski, nietrafionego koloru ani proporcji, które później trzeba będzie poprawiać. Problem pojawia się dopiero w chwili, kiedy trzeba zrobić pierwszy ruch. Jeśli w głowie istnieje już wizja tego, jak obraz powinien wyglądać, pierwsza kreska również zaczyna wydawać się czymś, co powinno być idealne. A kiedy nie ma się pewności, czy taka będzie, bardzo łatwo odsunąć rozpoczęcie pracy na później.
Zorientowałam się, że dokładnie ten sam mechanizm przenoszę na wiele innych obszarów swojego życia. Perfekcjonizm przez długi czas wydawał mi się przede wszystkim ambicją i chęcią wykonywania wszystkiego jak najlepiej. Dopiero z czasem zaczęłam dostrzegać jego drugą stronę: jeśli wszystko musi od początku być bardzo dobre, czasami najłatwiejszym sposobem na uniknięcie nieidealnego rezultatu jest nie rozpocząć wcale.
Ania dała mi tutaj bardzo prostą zasadę: make it real, then make it better. Najpierw trzeba sprawić, żeby coś w ogóle powstało. Dopiero później można to poprawiać.
Ta myśl okazała się dla mnie zaskakująco ważna. Dotyczy obrazu, artykułu, projektu, prezentacji, nowego pomysłu, ale również wielu decyzji zawodowych. Nie da się dopracować czegoś, czego jeszcze nie ma. Nie da się również przeżyć całej swojej kariery najpierw na próbę, a potem wrócić do początku i wykonać jej perfekcyjnie.
Nie mogę powiedzieć, że dzięki jednej rozmowie pozbyłam się perfekcjonizmu. Sam fakt, że ten artykuł powstał później, niż planowałam, jest całkiem dobrym dowodem na to, że nadal mam nad czym pracować. Coraz częściej jednak potrafię pozwolić sobie na postawienie tej pierwszej, nieidealnej kreski.
Realne braki i wyobrażone braki
Mentoring zmienił także sposób, w jaki patrzę na własne kompetencje. Z jednej strony dużo łatwiej dostrzegam dziś swoją wartość i potrafię mówić o tym, co rzeczywiście udało mi się osiągnąć, bez natychmiastowego dodawania do każdego sukcesu kilku zastrzeżeń. Z drugiej strony potrafię też bardziej realistycznie spojrzeć na to, czego jeszcze nie umiem.
To rozróżnienie okazało się dla mnie bardzo ważne, bo czym innym jest powiedzieć sobie: „Nie mam jeszcze wystarczającego doświadczenia w tym obszarze”, a czym innym pomyśleć: „Nie jestem jeszcze gotowa, żeby w ogóle spróbować”. Pierwsze stwierdzenie może prowadzić do konkretnego planu działania. Drugie bardzo często prowadzi tylko do stania w miejscu.
Zaczęłam również lepiej rozumieć, że rozwój oznacza dokonywanie wyborów. Nie będę jednocześnie najlepsza we wszystkich obszarach, tak samo jak nikt inny nie jest. To, że w czymś mam lukę, nie musi oznaczać problemu - czasami oznacza po prostu, że zdecydowałam się poświęcić więcej czasu czemuś innemu. Świadomość tego, co chcę rozwijać, okazuje się znacznie ważniejsza niż próba dogonienia wszystkich możliwych kompetencji naraz.
To wszystko dało mi przede wszystkim większy spokój. Rok temu skończyłam studia. Mam 25 lat, a mimo to czasami patrzyłam na własną karierę tak, jakby gdzieś nad głową wisiał zegar odliczający czas do momentu, w którym powinnam już dokładnie wiedzieć, kim będę. Jakby każda decyzja zamykała przede mną inne drzwi, a każdy rok, w którym jeszcze czegoś nie osiągnęłam, był rokiem straconym.
Dzisiaj dużo łatwiej jest mi pomyśleć, że naprawdę mam czas. Mogę próbować różnych rzeczy, mogę zmienić zdanie, mogę skręcić w inną stronę i mogę kiedyś odkryć, że coś, czego bardzo chciałam, wcale mi nie odpowiada. Nic katastrofalnego się wtedy nie wydarzy. Paradoksalnie właśnie to poczucie, że nie muszę biec, dało mi więcej motywacji do działania.
Po co właściwie komuś mentor?
Myślę, że mentoring może być szczególnie wartościowy w momencie, kiedy jest się stosunkowo młodym człowiekiem i liczba możliwości zaczyna bardziej przytłaczać niż ekscytować. W samym cybersecurity można znaleźć dziesiątki specjalizacji i jeszcze więcej możliwych ścieżek. Do tego dochodzą technologie, certyfikaty, zmieniające się trendy, oczekiwania rynku i historie ludzi, którzy w internecie niemal zawsze wydają się być trzy kroki przed nami.
Osoby z naszego najbliższego otoczenia mogą nas świetnie znać, wspierać i szczerze chcieć dla nas jak najlepiej. Nie zawsze jednak mają doświadczenie, które pozwala spojrzeć na określoną decyzję zawodową z perspektywy kogoś, kto przeszedł już podobny etap. Rozmowa z osobą, która ma za sobą kilkanaście lat więcej doświadczeń, potrafi więc dać coś, czego bardzo trudno szukać samemu.
Nie oznacza to jednak, że mentor wręczy nam mapę z zaznaczoną właściwą trasą. I chyba właśnie tego nie powinniśmy od mentoringu oczekiwać. Mentor nie odpowie za nas na pytania dotyczące naszej kariery czy życia, bo ostatecznie sam również nie zna tych odpowiedzi. Może natomiast pomóc nam postawić takie pytania, które przybliżą nas do własnych odpowiedzi.
Dla mnie współpraca z Anią okazała się właśnie czymś takim. Nie dostałam gotowego planu na kolejne 10 lat i dzisiaj wiem, że wcale go nie potrzebowałam. Dostałam za to perspektywę, większy spokój, trochę więcej odwagi do próbowania oraz przypomnienie, że nie wszystko musi wydarzyć się natychmiast.
Czasami wystarczy spotkać na swojej drodze kogoś, kto przeszedł już trochę dalej, usiądzie obok na chwilę i przypomni, że nie trzeba znać całej trasy, żeby zrobić kolejny krok.